Budowniczy dróg, jeśli nie zdążyli pobudować rond, to przynajmniej wytyczyli okręgi.
Hotelarze, jeśli nie zdążyli z hotelami, to przynajmniej zapewnili eleganckie zastępcze stancje.
Zarząd Transportu Miejskiego, jeśli nie zdążył z przystankami, przynajmniej postawił w ich miejsce przewiewne szkielety.
A budowniczy metra, jeśli i z tym się nie uporali, to - jak tu na ul. Świętokrzyskiej - wynagrodzili kibiców gastronomią.
W pełni za to zdążyli kibice. Państwo Grabowscy już wiosną wiedzieli, że będą kibicować Grecji.
Pani Halina, kibicując Holandii, od początku czerwca chodziła w stylowych pomarańczowych skarpetach.
Na meczu Polska-Grecja na Stadionie Narodowym potrzeby fizjologiczne nieraz brały górę nad potrzebą dopingu biało-czerwonym.
A w strefie kibica górę nad euforią mistrzostw brała czasem potrzeba refleksji i zadumy nad sensem życia w ogóle.
Paweł, przeczuwając klęskę własnej drużyny, jak zwykle oportunistycznie zbratał się z kibicami reprezentacji, która skazana była na sukces.
Co i tak nie uchroniło go przed czuciem się jak ten młody człowiek z Kielc, który po odpadnięciu Polski, buntując się przeciwko takiemu obrotowi spraw, do końca Euro przesiedział na progu sklepu z kosmetykami przy ul. Hipotecznej.
_______











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz